.
Kategorie: Wszystkie | Hokusowe.
RSS
czwartek, 23 lutego 2017
pora umierać?

Włodek Pawlik, Miłość

Rozumienie umierania i samej śmierci przychodzi mi z trudem. Na poziomie życia, trwania - wszystko wydaje się być łatwe. Wszystkie różnice, które między nami są,  a które dzielą i rządzą na tym świecie - niczym są wobec momentu końca. 

Odnajduje w tym wszystkim jakiś dziwny spokój, który wczoraj nie stał nawet za rogiem. Perspektywa nieuchronnego odejścia sprawia, że pokornieje i chylę czoła przed życiem, które przyszło mi posiadać. Swojego nie boję się już wcale, chociaż nie zawsze tak było. Godzę się ze śmiercią, w tym niewłaściwym dla myśli o umieraniu czasie. 

***

09:49, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2016
odchodząc zabierz mnie

Od kilku tygodni mam świat za mgłą, nic do mnie nie dociera i ja do niczego nie mogę dotrzeć. Jakby ktoś mnie zamknął po godzinach w bezprzedziałowym pkp, bez dostępu do świeżego powietrza i wody.

Widzę góry, przeglądam je w googlach, chce z nim być. 

11:33, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 listopada 2016
A jeśli społeczeństwo jest organizmem, to musimy udać się do onkologa. Rak to nie wyrok.

Prawdziwa Polska gdzie jest? Z pewnością nie tu, gdzie jestem ja. Racja leży po stronie większości, a racja to prawda i koniec i kropa. I ch. I trzeba z tym handlować, więc dzisiaj zaczęłam budować w myślach obraz prawdziwej Polski.

I zobaczyłam ogródki działkowe, w pełnym lipcowym słońcu. Puste opakowania na taśmie w Lidlu. Chrzest Aleksa w Przyłęku Górnym. Boazerię, ceramikę włocławską i papieski haft na ścianie. Kotlety, rosoły, ziemniaki gotowane. Mateusza, który zjeżdża na łikendy do domu, z Warszawy. Łóżka piętrowe i penetrację na stojąco. Last minute do Tunezji, sztuczne kwiaty w farbowanych włosach, ręczniki z parostatkiem w piękny rejs. Statkiem na parę. Kolejkę do bankomatu po pierwszym, Optimusa, encyklopedię na płycie CD, śnieżną kulę i zdjęcie z komunii. Tanią garsonkę, czerwony lakier do paznokci, pomadkę Eveline. Wódkę w niedzielę i papierosy Caro w samochodzie Renaul Clio z choinką zawieszoną na przednim lusterku. RMF FM, telewizor, Dni Miasta Limanowa, kilogram twarogu półtłustego. Trzewiki na zimę i kurtkę z H&M. Czekoladkę Goplanę, wafle familijne, siatkę klementynek. Ławę lakierowaną, garnki emaliowane, kabaret na jedynce. 

Ten obraz mi się bardzo podoba. Nie chce być jego częścią, ale chce dokładnie wiedzieć o co chodzi tym wszystkim Bożenom.

Flejza Flejza Numa Numa Je. Numa Numa Je. Numa Numa Numa je.

10:57, alittlemorehard
Link
czwartek, 14 lipca 2016
udowodnione

Naukowo zostało udowodnione, że w momentach kryzysu warto ściąć włosy i rozpocząć nowe życie.

Wczoraj wiele przemyśleń nawiedziło moją głowę. Męczących przemyśleń, ciągnących się za mną przez cały dzień. Zauważyłam też, że ból w klatce piersiowej pojawia się, gdy zbliżam się do swojego mieszkania i intensywnie myślę o problemach. To nie  jest dobry znak. 

Ścieranie się myśli, emocjonalność napadowa, różna waga różnych argumentów w różnym czasie. Brak możliwości wycięcia raka. Brak pomysłu na możliwość wycięcia raka. Którym jest wszystko złe codzienne. Tyle...

Nawet bieganie nie pomaga, nawet siłownia nie pomaga. Książki trochę pomagają, ale na chwilę. 

12:09, alittlemorehard
Link
środa, 13 lipca 2016
Wszystko to nic.

Ostatnio zajmuję się z konieczności analizą związków. Zwłaszcza swojego związku, który tak jakby nie spełnia już swojej roli. Nie jest spokojny, przytulny, gorący, miły w dotyku, dbający, opanowany. Tylko gówniany i nijaki, z doskoku i szarpany jak reksia szynka, nerwowy. Więc obserwuję i analizuję, czy da się jeszcze i cel jaki w tym jest. Sama to robię, chociaż związek nie jest mój tylko wspólny. Wspólny czyli bezpański, do tego doszło. Ale nie dramatyzuje, bo znam już trochę życie i w niejednej kałuży stopę maczałam. 

Człowiek się zmienia drastycznie pod wpływem wiecznych nerwów, staje się wybuchowy, nieopanowany, łatwo go wyprowadzić z równowagi, włącza się agresja i panika, bo wszystkim broni się przed stanem ponownego wejścia w ciszę, która jest karą. Ciszę, która jest dowodem na przewagę, która poniża i zaznacza małą lub znikomą ważność drugiej osoby. Wtedy człowiek się zmienia drastycznie i oprócz swoich złych emocji, z którymi sobie nie radzi zaczyna również tracić do siebie szacunek. Ze względu na bezradność i ten dysonans, który pojawia się gdy już wyjdziesz ze stanu afektywnego i zaczniesz myśleć trzeźwo.

I nie radzi sobie z udawaniem, gdy przyjdą znajomi i rodzice, gdy trzeba gdzieś pójść wspólnie. Nie radzi sobie z tym, że każdy ma go za znerwicowaną zaborczą dupę, której się poprzewracało. A tymczasem ma jasne powody. I ta miłość, która zaczęła wysychać zamienia się w bardzo negatywne emocje w stosunku do drugiej osoby. Czy to jest dobry moment na koniec? Zanim zacznie się nienawiść? Czy może da się jeszcze, jakoś, którędyś, kiedyś...

A co z życiem. Z czasem, który ucieka. Ze szczęściem, które jest w prostocie i normalności. Z marzeniami, których nie ma. Z dzianiem się. Z odkrywaniem. Z nowym. Z lepszym. Z mądrzejszym.

Czy pisanie o tym tutaj jest infantylne? Albo żałosne? Nie. Może. Nie wiem. Co mnie to obchodzi. Z nikim nie mogę porozmawiać o tym. Z nim nie mogę porozmawiać o tym. On mnie nie słucha i nie pozwala mi mieć wątpliwości. Wtedy idzie cisza, która karze. I której się boję. Więc nie mam wątpliwości. Tylko tyle żalu, że gdym rozlała swój żal, to nie byłoby już życia na planecie Ziemi. 

Sory, musiałam to napisać. Złe nastały czasy dla emocjo, chociaż wszystko niby tak się dobrze poukładało. Nieszczęście w życiu. 

13:14, alittlemorehard
Link
piątek, 17 czerwca 2016
Prawda o blogerach ukryta jest w makrosocjologii, hej!

Jakoś ostatnio mało mam czasu na przemyślenia, może podczas refleksji porannej przy kawie czy długiego biegu. Bardziej idę w stronę odciągania się od analiz, np zapierdalając krosfit albo słuchając pankroka. 

Ale dzisiaj mnie olśniło, gdy popylałam szybko niczym struś ruchliwą ulicą, której mam codziennie do pokonania 1.3 kilometra pieszo, w upale czy słocie, owulacji czy menstruacji, głodna czy najedzona, pod koniec miesiąca czy bogata. 

Odkryłam oto prawdę o blogosferze, marketingu i PRze, która nie będzie odkrywcza dla osób pojmujących podstawowe pojęcia socjologiczne. Może połączenie faktów wyda się im ciekawe, czego publicznie nie ogłoszą, bo dystans w pierwszej kolejności się liczy (później wiadomo szacunek ulicy). 

W skrócie to wyjaśnię:

1) Internet - blogosfera - miejsce, gdzie każdy może opublikować co chce.

2) blogerzy - ci o których myślę (modowi i lajfstajlowi) - osoby, które publikują 

3) grupa odniesienia pozytywna - grupa, do której pretendujemy, każdy taką ma 

4) grupa odniesienia negatywna - grupa, od której uciekamy (częsta ta, z której się wywodzimy)

5) agencje PRowe _ digital influencerzy (uotewa) - dbają o wizerunek firmy, która im płaci

6) nowoczesne trendy w marketingu - http://milenialsi.com/

7) nie trzeba klikać w ten link, milenialsi - odporni na reklamę, liczy sie polecenie produktu przez znane osoby, najlepiej z pozytywnej grupy odniesienia

Czy wszystko zaczęło się wam składać w jedną całość? Blogerzy chcą być uznawani za autorytety, więc przyjmują współpracy dzięki którym są odbierani jako eksperci lub osoby posiadające wiele dóbr materialnych (trendy narzucone przez grupę odniesienia). Dzieci to łykają i kupują przedmioty, bo chcą mieć to, co blogerzy (wiem gimnazjalny zwłaszcza sprzyja takim zachowaniom). Agencja PRowa zarabia hajs, bo lajki się zgadzają. Firma zarabia hajs, bo wpływy się zgadzają. Bloger zarabia hajs, bo przelew się zgadza. TYLKO OGON hajsu nie zarabia, bo jest na końcu a jego zadaniem jest WYDAĆ pieniądz. I wiecznie pretendować. 

Z tego wyłania się głębsza refleksja o życiowej skromności i prostocie w aranżowaniu swojego życia, którą lubię. Ale czasem muszę się bronić przed natrętnymi myślami, że najki za 1k są zajebiste i chce je mieć. Albo, że może warto wziąć subaru na raty.

Tok  myślowy się nie ucina, resztą dopowiem sobie sama. 

Hej. 

10:36, alittlemorehard
Link
piątek, 18 marca 2016
PEDAŁ SPRZEDA WSZYSTKO

Nie wy o bra żal ne.

To co się teraz dzieje jest dla mnie jakimś kosmosem. W swoim życiu nigdy nie zastanawiałam się nad wieloma kwestiami, które są aktualne na świeci i u nas w Polsce, które przeanalizowałam wiele raz przez ostatnie 2-3 miesiące. Świat zawsze wydawał mi się porządkiem nienaruszalnym, ludzie na szczycie wydawali mi się mądrzy i wiedzący lepiej, nauczeni na błędach przeszłości. W szkole mówiono mi, że holocaust już się nigdy nie powtórzy, cywilizacja europejska jest najwyższym dobrem a jezus wybawi nas od złego (mimo wszystko). Raczej sądziłam zawsze, że mam wiele możliwości a świat stoi otworem (pytanie, czy mnie na ten otwór będzie stać).

A tutaj klops. Tzw. Beata Szydło wspierana przez Viktora Orbana mękoli dupę Unii, że jej demokracja to jej sprawa. Komisja Wenecka dała więcej odpowiedzi niż zadano jej pytań stąd też niechaj wypierdala nadgorliwy wrzód na dupie. W internetowej publicystyce zwolenników Brauna szeroko rozpowszechniła się opinia jakoby KOD = spęd gejowsko-lesbijsko-pederastyczno-żydowsko-komunistyczny a w pierwszej kolejności zdrajcy i zamach stanu. Telewizja publiczna tfu narodowa głosi teraz postulaty narodowe służące dobru narodowemu ("O tym jak słowo naród w 6 miesięcy nabrało negatywnego znaczenia"). Młody Wildstein wyzywa pedałów i szerzy jawną homofobię co podjudza do zbiorowej nienawiści na tle orientacji seksualnej. Na domiar złego ludzie już prawie całkowicie przestali czytać książki.

 

Od dawna nie zdarzyło się nic pozytywnego na polskiej scenie publicznej. 

10:08, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2016
W dzisiejszym wpisie.

Chcę w krótkich słowach poruszyć kilka ważnych kwestii oraz innych rzeczy.

po pierwsze okazało się dzisiaj w nocy, że jadę z siostrami Kardashian na siłownię. Niestety nie w jakiś dziwny sposób trafiliśmy do Nowego Sącza na miasteczko Wioska Indiańska osiedle Millenium. Tam kiedyś mieściła się w dziwnym budynku o socjalistycznych kształtach biblioteka. Była to pierwsza bibliotek,a do której jako dziecko chodziłam. I w tej bibliotece, dzisiaj w nocy urządzono siłownię. Niestety siłownię prowadziła staruszka Iris Apfel (to trzeba sobie wygooglować), która jest na tyle stara, że miała jedynie stojak z hantlami i maty do rozciągania. Byłam wkurwiona a potem sprawa zaczęła się mocniej komplikować.

Po pierwsze oznacza to tyle, że trzeba nasypać kreatyny  i zapierdalać mocniej. Sześć razy kurczak plus kreatyna zrobią z Ciebie skurwysyna.

Przez cały weekend spotykałam się ze znajomymi z różnych kręgów i wszyscy wyrażają zaniepokojenie sytuacją polityczną i myślą, że będzie wojna. Zwłaszcza po kilku głębszych.

Zarówno nauczyciele j. ang czy geografii, pracownicy korporacji, programiści, doktorzy fizyki na AGH, wspinacze, alpiniści, pracownicy biurowi i fizyczni, headhunterzy, barmani, właściciela knajp, trenerzy personalni, PRowcy, marketingowcy, aktorzy, dźwiękowcy, literaturoznawcy, wychowawcy w domach dziecka, sanitariusze, matki i ojcowie. Cała klasa średnia ludzi młodych z miasta dużego boi się o przyszłość swoją oraz swoich bliskich. Może nie jest to strach paraliżujący i nakazujący porzucić wszystko i wiać, ale obawa wyrażana bezpośrednio w rozmowach. Myślą, że może być wojna i są niezadowoleni ludzie z mojego środowiska. Prawdą jest dla uściślenia, że jest to środowisko lewicowe i centro-lewicowe. Ciekawe co mówi na ten temat młodzież prawicowa. Bo w Interneci czytam jedynie skąpe przemyślenia, np. - KOD to żydowski spęd komuchów z orientacją lesbijską, gejowską, nawoływaczy do pederastii i podżegaczy, którzy chcą sprzedać Polskę za europejskie srebrniki. Tak się mówi o KODzie, w którym biorę udział  mentalnie, bo fizycznie jestem wtedy na wykładach. A co się mówi o swoich perspektywach na życie. Nie wiem.

Prawdą chyba niestety jest, że jeśli chcesz być dobrym, wyrazistym dziennikarzem, to nie studiuj dziennikarstwa. Na zajęciach uczysz się tam poprawności i podsycania emocji odbiorców (manipulacji dla zwiększenia słuchalności.poczytności itd). 

Ostatnio słabo mi szło trzymanie się wegańskiej diety. Może w 80 % taka była. Reszte ukradła pizza i czekolada oraz bułka z pastą jajeczną. Jest mi smutno z tego powodu i wracam na poprawną orbitę.

Dzisiaj rano wydawało mi się że przyszła wiosna. Świeciło słońce, którego nie widziałam chyba od 2 tygodni w Krakowie, Rośliny za chwilę wybuchną zielenią a pdo Halą TArgową pojawią się stoiska z owocami i warzywami. Będzie kalarepa i seler naciowy, dobre pomidory, rzodkiewka, szpinak, jarmuż, sałata, jabłka, truskawki, kukurydza, ogórki, pietruszka z której zrobię pesto. Czekam/

To wszystko. 

12:03, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 marca 2016
nie kupuj, adoptuj

Moja znajoma z Facebooka, zamówiła sobie w hodowli psa. Psa rasowego, rasy pracującej pasterskiej. Do mieszkania 30m2 w Warszawie. Jeśli to miałoby mieć jakieś znaczenie. I powiedziała nam, znajomym z facebooka, że jej pies się urodził. Nie wkleiła dowodu wpłaty dwóch tysi, szkoda. Bo jestem ciekawa ile teraz płaci się za fanaberię kynologiczne. 

Psy tej rasy wyhodowane zostały wpizdu temu do pomocy pasterzom. Są instynktowne, prymitywne, żywiołowe, energiczne, czujne.

Jakoś nie mogę tego przeboleć. Nie chce do niej pisać komentarzy w tej sprawie, bo mnie zaraz ktoś od hejterów zwyzywa. Ale kurwa. Tyle jest psów potrzebujących w schroniskach, przytuliskach, hotelach dla zwierząt. Takich, które ktoś wyrzucił bo były stare, znudziły się, sprawiały problem, ugryzły, zniszczyły, zachorowały, śmierdziały, tarzały się w kupie na spacerze. Takich, którym zaczęła na wiosnę sypać się sierść, więc przyszła je pora wykopać. Są też psy, które domu nigdy nie miały, niektóre 5-10 lat siedzą w schroniskach i czekają. Bo nie są ładne, tylko zwykłe. Bo wyglądają szaro, mają krzywe zęby, wyłupiaste oczy, albo są zbyt pospolite. Wyglądają jak kundle. 

Nie wierzę w to pierdolenie, że psa rasowego zakupuje się dla cech charakteru. Ludzie chcą rasowe, bo są ładne albo modne albo ładne i modne. Przychodzi moda na brzydotę to kupują buldogi. Przychodzi moda na domowe to kupują goldeny. Disney wypuszcza bajkę to kupują Dalmatyńczyki. Ale moda na kundle nie przychodzi nigdy. Bo na nich nikt nie zarabia. Gdyby ktoś wylansował kundle, to przyszłaby moda na kundle. 

Dlatego mnie tak za serce ujęła Anja Rubik, której wizerunku medialnego nie mogę ogólnie znieść. Ale ma kundla.  Brzydkiego, krzywego i nazywa się CZARLI. Jednak to za mało, by wylansować kundle. Wciąż na kundlu nie można zarobić.

 

Tak oto pies funkcjonuje w społeczeństwie jako pożądany towar, który staje się wyznacznikiem statusu ekonomicznego nabywcy. I w związku z tym, że tkwi w nim istota żywa, zwierzę, zmienne w swym bycie i posiadające swoje psie potrzeby... Poszłam w złym kierunku.

Jeśli kocha się wnętrze tej istoty, czyli psią duszę - to po co zważać na jego fizyczność (atrakcyjna bądź mniej), 

Nigdy nie pojmę dlaczego człowiek jest taki chujowy i krzywdzący. Skumulowało mi się wiele myśli na raz, straciłam wątek.

15:31, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 marca 2016
ile rzeczy ma sens

Może być to pozimowe rozwolnienie, może jakaś skaza na umyśle. Może jakieś nasilenie, bo przecież całkowita nie jest to nowość. Może choroba jasna.

Ostatnio tak idę i idę i czuję, że nie ma sensu w niczym. W pracy nie ma sensu, bo jest po to, żeby były pieniądze. W pieniądzach nie ma sensu, bo raz ich potrzebuje a raz nie. Raz chciałabym dom a raz mi wszystko jedno. Ostatecznie nie mam dużych finansowych wymagań od życia, nie marze o luksusie, bo go nie potrzebuje. Spokoju sobie za pieniądze nie kupię, ale zdrowie już tak. Miłości sobie za hajs nie kupię, ale wycieczkę do Wenecji już tak. Talentu sobie za hajs nie kupię, ale płyty już tak. Więc trochę potrzebuje tych pieniędzy do szczęścia, a trochę nie. 

Może gdyby w pracy nie chodziło o pieniądze, to byłoby coś przyjemnego. Do takiej formy dążę, ale chyba daleka jeszcze droga. Kilka lat. Natomiast wysiłek został podjęty.

Zaskakująco dużo myślę, o tych sprawach sensu i bezsensu. Prawdopodobnie to też kwestia, niekończącej się chujowej pogody, która mnie przytłacza. Tego szarego, kupczystego, kaszanego gówna wylanego na moje miasto które nie może oddychać. Pierwsze kwiatki rodzą się w swędzie psich fekaliów, które zasypał grudzień i odsypał marzec. Na ulicach leży piasek, na blokach pojawiają się nowe zacieki, płytki chodnikowe popękały jeszcze bardziej tworząc alaśródziemnomorskie mozaiki z betonu. Drzewa stworzyły kije i patyki, wróble jadą na prozaku, wiewiórki śpią, jeże śpią, niedźwiedzie śpią, wszyscy mądrzy śpią. Psy srają.

Ludzie suną. Owinięci w czarny ortalion, w puchowe ochraniacze, w czapki i berety, w szale i rękawiczki, w marcu już po jednej z każdej zgubionej pary. W brzydkie, skóropodobne kozaki z dajśmana, którym dawno sól poodklejała gumowe podeszwy nieekologiczne chińskie tanie cuchnące. I przykurczeni gdy słońce przyświeci patrzą w niebo krzycząc, że woleli zimę chuju, przynajmniej nie było im gorąco! Po czym zerkają w bruk, drapią się po suchej skórze podciągają getry i myślą o jedzeniu. I o reklamówkach.

I ja taka jestem, w tych getrach i z reklamówką. Z tymi siwymi przebitkami wśród płowych, brązowych włosów. Z zmęczoną i smutną twarzą, która liczyła na więcej, ale nie była w stanie poświęcić zbyt wiele. Wracam w brudnym golfie i grubych w skarpetkach, chociaż słońce już od tygodnia świeci a ludziom ponownie chce się żyć. Mi jakoś nie. Mi jakoś w ogóle. 

14:45, alittlemorehard
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 134



--------------
STRONA OTWIERANA:

RAZY.


ONLINE: